Jeśli idziesz, to tylko do przodu

Zdarzyło mi się to nie raz. Już coś prawie osiągnęłam, prawie pozbyłam się problemu… i nagle jak bumerang wraca jakaś głupia sytuacja z przeszłości. I znowu czujesz, że jednak masz problem…

Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią nie rozpamiętywać przeszłości. Nie analizować porażek, które im się przytrafiły – albo potrafiących je „przepracować” i zwyczajnie zamknąć za sobą pewne furtki. Zazdroszczę, bo o ile wiele się można z swoich potknięć nauczyć, to można też skutecznie zniechęcić się do dalszych prób. Bo jedno głupie wspomnienie sytuacji – pozornie nie mającej dzisiaj żadnego znaczenia – może przysporzyć nieprzespanej nocy, napadu szału albo po prostu przyczynić się do wylania niepotrzebnych łez.

Nie raz obiecywałam sobie, że to już ostatni raz. Przyrzekałam, że następnym razem jak na myśl przyjdzie mi ta czy inna wtopa sprzed lat to zwyczajnie powiem sobie „już się mnie to nie ima” i zapomnę. Niestety, zapewne dobrze wiecie, że to tak nie działa. Wtedy byłoby za dobrze i za pięknie, zamiast tego czeka więc mozolna praca. Powoli, krok za krokiem, a czasami trzeba się cofnąć kilka kroków wstecz. Ot, jak w życiu.

Ale cały ten wysiłek jest tego wart. Bo skoro najwięcej ograniczeń siedzi w naszej głowie, to pozbycie się chociażby jednego z nich otwiera przed nami nowe możliwości. I to, że kiedyś ktoś przyłapał nas w głupiej sytuacji albo coś się nam nie udało, nie oznacza, że następnym razem będzie tak samo.

I jeśli iść to tylko do przodu. Do tyłu można się co najwyżej obejrzeć, żeby zobaczyć, co udało się nam już zostawić daleko za sobą.