Nie rób tego przed ślubem!

Stało się. Nieważne, czy na eleganckiej kolacji czy na plaży czy może w zaciszu domu… Oświadczył się, a ty przyjęłaś propozycję. Pierwsza euforia opada i chcecie wziąć się za organizację, więc inspiracji szukasz w Internecie. Na takiej grupie na Facebooku na przykład. BŁĄD!

Miałam dość dokładną wizję tego, jak chciałabym, żeby wyglądał ten szczególny dzień. Kolory, sala, zespół… Słowem, to, co tworzy atmosferę tego niezwykłego dnia. Ale przecież co człowiekowi szkodzi sprawdzić, jak widzą to inni, prawda? A gdzie można spotkać najwięcej ludzi o takich samych problemach jak ty? W grupie na Facebooku na przykład!

Zapisanie się do kilku takich grup to był największy błąd jaki popełniłam. Bo nagle okazuje się, że żaden Twój pomysł nie jest wystarczająco dobry, a inne kobiety lepiej od Ciebie wiedzą jak wszystko powinno wyglądać i zostać zorganizowane (a przy okazji mają możliwość wyładowania swoich frustracji na kolejnej, Bogu ducha winnej dziewczynie). A jeśli odważysz się pochwalić swoją suknią/fryzurą/makijażem to na pewno znajdzie się ktoś, kto Ci uświadomi, jak bardzo źle wyglądasz.

Zupełnie przypadkiem dowiesz się też ile rzeczy, o istnieniu których nawet nie miałaś pojęcia, jest tego dnia zupełnie NIEZBĘDNE i oczywiście nie trzeba wykonywać ich samemu, bo od razu znajduje się co najmniej dziesięciu usługodawców, którzy za odpowiednią opłatą zrobią to za Ciebie. A Ty chciałaś sobie zorganizować takie wesele bez tego wszystkiego – i jeszcze by się okazało, że nic nie wiesz o życiu. A przynajmniej o organizacji ślubu.


Nie ukrywam, że powyższy opis jest odrobinę przesadzony – to wszystko nie spotka Cię oczywiście od razu na wejściu do danej grupy, ale wystarczy spędzić tam tydzień, żeby zobaczyć jak bardzo zawistne i nieżyczliwe w dużej mierze jest to środowisko. Oczywiście, w takim miejscu szybko uda się znaleźć usługodawcę z Twojego regionu, setki zdjęć sukien ślubnych (także na paniach niewiele mających wspólnego z anorektycznymi modelkami z prospektów) i bukiety z każdego możliwego kwiatu występującego na Ziemi (naprawdę, nie żałuję).

Szkoda tylko, że oprócz tego czeka na Ciebie mnóstwo hejtu, jeśli odważysz się mieć zdanie inne, niż reszta. Albo nie mieścisz się ustalonych (właściwie nie wiadomo przez kogo) ramach. Albo jeśli Twój pomysł na ten dzień nie mieści się w kanonach współczesnych wyobrażeń o tym, czym ślub powinien być.

Jasne, tak jest wszędzie w sieci. Tylko że akurat ślub ma być najpiękniejszym dniem w życiu – a receptę na taki dzień każdy ma inną. I wydawałoby się, że akurat przyszłe Panny Młode powinny to zrozumieć.

  • Kasia – Mama Freelancerka

    Przed ślubem nie sprawdzałam nic w Internecie. Nawet znajomym nie pokazywałam, jaka będzie sukienka, fryzura czy makijaż. Wiedziałam, że na pewno ktoś skomentuje negatywnie i będzie mi tylko przykro, bo miałam sukienkę typu księżniczka, a wtedy był na nie hejt 😉 po ślubie mógł już mówić każdy, juz mnie to nie interesowało, ale przykro było dowiedzieć się dzień po weselu, że jeden z gości powiedział, że nieładnie wyglądałam 😉 także i na żywo ludzie potrafią niezle dokopać…

    • No widzisz, a ja sprawdzam bardzo dużo w sieci, szukam inspiracji 😉 Ale szybko się człowiek uczy, że trzeba sobie wyrobić pancerz i zwyczajnie się nie przejmować 😉

  • Podobają mi się zmiany u Ciebie na blogu;) I będę czekać na nowe posty w tematyce ślubnej – sama powoli będę myśleć nad organizacją tego dnia. Na szczęście nie należę do żadnej grupy o tej tematyce na facebooku;) Wiem, że wszystko pisałaś z przymrużeniem oka, ale wiem też że faktycznie może lepiej zbytnio nie angażować się w takie dyskusje, tylko cieszyć przygotowaniami… I omawiać wszystko z życzliwymi osobami (które powiedzą, że np. w czymś wyglądamy zle, ale nas przy tym nie zranią) niż z przypadkowymi ludzmi poznanymi w internecie (zwłaszcza, jeżeli to są inne panny młode, przekonane o swojej nieomylności i doskonałości;)

    • Trzeba po prostu wpuścić jednym uchem a drugim wypuścić 🙂 Innej możliwości nie ma 🙂