Nikt lepiej od Ciebie nie wie, co Cię uszczęśliwia.

Zawsze wydawało mi się, że doskonale wiem na czym polega bycie szczęśliwą. No hej, przecież wszyscy doskonale wiemy jak to powinno wyglądać i co składa się na szczęście. Prawda?

To była ostatnia klasa liceum. „Dominika, idź na prawo!” – takie zdanie słyszałam średnio raz w tygodniu. Nie, nie od rodziców czy rodziny. Od mojej nauczycielki historii, którą do dzisiaj bardzo szanuję i dobrze wspominam… I chociaż ja sama wiedziałam, że prawo nie jest dla mnie, chociaż moi najbliżsi mieli podobne co ja odczucia, to jedna uwierzyłam, że to nauczycielka wie lepiej, co będzie dla mnie dobre.

Czy dzisiaj byłabym szczęśliwsza, gdybym jej wtedy posłuchała (bo ostatecznie jednak wygrała wiara w wrodzone przeczucie)? Tego oczywiście nie jestem w stanie sprawdzić, ale śmiem wątpić. Tak, czasem spędzałam noce na myśleniu czy dobrze zrobiłam. Tak, miałam czasem dość studiów i nieprzydatnych rzeczy, które musiałam w ich trakcie przyswoić. Ale ostatecznie – nie żałuję swojej decyzji.

Nikt nie wie co może nas uszczęśliwić…

Ludzie zazwyczaj doskonale wiedzą jak inni powinni się zachowywać, żeby… No właśnie, żeby co? Osiągnąć szczęście czy może raczej wpisać się w ich oczekiwania? Osiągnąć zawodowe spełnienie czy może mieć posadę, którą można się pochwalić w towarzystwie? Prawda jest taka, że nie ma jak ustrzec się przed dobrymi radami innych i nawet jeśli wydaje się nam, że są podyktowane naszym szczęściem, trzeba zawsze zastanowić się nad ich motywacjami. I nawet jeśli nie znajdziemy w nich zawiści, zazdrości czy nieczystych zamiarów – przepuścić przez swój wewnętrzny „filtr”.

Niejednokrotnie to będzie oznaczało nieprzespaną noc. I może nawet trochę wylanych łez albo zaciśnięcie pięści z wyraźnym zamiarem uderzenia w ścianę. Może nawet skończy się kłótnią albo zweryfikowaniem listy przyjaciół. Ale stawką jesteś Ty – a nie ma chyba gry, która byłaby bardziej warta świeczki.

I nawet Ty musisz się tego nauczyć. Względem siebie.

Na szczęście nie ma jednego przepisu. Dla jednego będzie nim duża rodzina i gromadka roześmianych dzieci, rzucająca się na szyję. Dla innych wypracowana w pocie czoła dobra pozycja firmy. Dla kogoś wypielęgnowany ogródek w którym będzie mógł spotykać się z znajomymi. Kiedy sobie to uświadomisz, będzie prościej. Nie tylko osiągnąć swoje szczęście, ale też przestać szukać sposobu na nie dla innych.

Bycie kowalem własnego losu to cholernie trudne zadanie. Ale właściwie tylko w ten sposób –  głęboko w to wierzę – można „na starość” spojrzeć na swoje życie i pomyśleć, że tak właściwie to było cholernie dobre. Nie, to nie znaczy, że pozbawione błędów i potknięć. Kto ich w życiu nie zalicza?

Długo zajęło mi przyswojenie tej wiedzy, choć przecież wcale nie jest to żadna czarna magia. Jeszcze dłużej – wcielenie jej w życie. Tak właściwie ciągle się tego uczę, bo przyznaję – potknięcia przekonują mnie, że kompletnie się do czegoś nie nadaję. Ale przecież to nie oznacza, że coraz częściej nie czuję się po prostu szczęśliwa.

  • EEch to wcielenie w życie jest najtrudniejsze

  • Chodziłam do elitarnego liceum. Tam każdy myślał tylko o karierze, byciu lekarzem. Ja też zastanawiałam się nad medycyną. Zapoznałam mojego M., zaczęliśmy planować przyszłość, zaręczyny przed studniówką i już wiedziałam, że studia będą zaoczne. Medycyna odpadła, nie mogłabym planować ślubu i mieszkać w innym mieście. Później przyszła ciąża, dziecko. Niektórzy z liceum zerwali ze mną kontakt. Ciężko im uwierzyć, że dla kogoś właśnie to jest szczęściem. Dziecko, rodzina, a nie uganiania się za karierą i pieniądzem. Czuję się spełniona. Ten mój blogowy świat, czytanie i pisanie recenzji, w których też mogłabym wiele zmienić mnie uszczęśliwia. A właśnie powoli klaruje się mój pomysł na pracę licencjacką i później magisterską – taki o jakim właśnie marzyłam. Wszystko da się zrobić, byle robić to w zgodzie ze sobą, a nie marzeniami innych ludzi. 🙂
    Jakąś mam dzisiaj wenę na pisanie długich komentarzy. Pewnie dlatego, że w piątek mam egzamin i powinnam się uczyć 😀

  • Zacisze Lenki

    Święta racja, gorzej gdy ktoś staje na drodze i układa życie za Ciebie.

  • Kasia – Mama Freelancerka

    U mnie było wielkie zdziwienie, że nie idę na magisterkę. Większość znajomych i część rodziny uważała, że robię źle, decyzję podejmowałam kilka dobrych miesięcy. I z perspektywy czasu wcale nie żałuję, chciałam spełnić swoje marzenia – ślub, dziecko, firma. Wszystko się udało, myślę, że gdybym poszła dalej na studia czegoś obecnie w moim życiu by nie było. Jestem szczęśliwa tu i teraz, bo robię i mam to, co kocham. Przy ślubie i dziecku też było milion komentarzy. Nie warto się przejmować innymi, bo tylko my przeżyjemy za nas życie.

  • Bardzo wartościowy wpis. Ludzie uwielbiają nam tłumaczyć co też może nasz uszczęśliwić, mają wiele lat, ale kiedy spojrzy się na nich z boku sami wcale nie pałają entuzjazmem. Jakiś czas temu nauczyłam się, że trzeba ufać własnej intuicji także w kwestii tego co faktycznie da nam szczęście 🙂

  • Mam ochotę nie komentować tylko napisać, że zrobię taki sam post ( w sensie tematu u siebie) bo tak bardzo mnie zainspirowałaś.